Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Toruńskiej im. bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego

Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Toruńskiej

im. bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego

»   Seminarium - Patron - Męczeństwo

Rysunek twarzy​​W swoim pamiętniku, jeszcze jako kleryk Stefan Wincenty zapisał słowa, które okazały się prorocze: Jestem przekonany, że trudy dotychczasowe to nic, że cierpienie prawdziwe dopiero przyjdzie. Jeżeli mistrz cierpiał, to czy sługa może nie cierpieć. Składać ofiarę Chrystusa, odprawiać Mszę św., zacząć to, to znaczy też cierpieć? Czyż mnie cierpienie ma ominąć? Nie wiem, jakie będzie. Ale wiem, że przyjdzie. A wtedy Tobie, Panie, ja składam i dla Ciebie chcę cierpieć, bym wypełnił me zadanie na ziemi.

01.09.1939 r. w na Polskę napadają Niemcy, a 17.09.1939 r., od wschodu atakują naszą ojczyznę Rosjanie. Do Torunia Niemcy wkroczyli 07.09. od razu rozpoczęto fale aresztowań. W więzieniu znalazł się również ks. Frelichowski, ale po kilku dniach został wypuszczony. Mimo ostrzeżeń, nie opuścił Torunia, bo chciał być ze swoimi ludźmi, którym przewodził jako duszpasterz.

​W połowie października został jeszcze raz aresztowany, wraz z innymi księżmi z Torunia. Przetrzymywano ich w Forcie VII, gdzie Niemcy urządzili więzienie. Nad kapłanami znęcano się i fizycznie i psychicznie. Ks. Stefan Wincenty już od pierwszych dni niewoli otworzył się całkowicie na potrzeby drugiego człowieka. Zbliżał się szczególnie do najbardziej przygnębionych współwięźniów, aby dodać im otuchy i odwagi. Więźniowie nie mieli żadnych warunków higienicznych. To co im najbardziej dokuczało to ciągłe przesłuchania kończące się pobiciem oraz niepewność czekającego ich jutra. Ks. Frelichowski jak tylko umiał podnosił na duchu załamanych. Dzięki nielegalnej spowiedzi św., jakiej słuchał ks. Frelichowski wiele osób wyspowiadało się przed śmiercią.

Można powiedzieć, że to co ksiądz Frelichowski przeczuwał w seminarium, teraz stało się faktem. Rozpoczęła się jego droga krzyżowa. Na początku 1940 roku księdza Stefan, w raz z innym więźniami przetransportowaniu do obozu koncentracyjnego w Sztutowie (Stuthof). Kapłani już od pierwszych dni w obozie musieli ciężko pracować np. podczas ścinania drzewa, oczyszczania dołów kloacznych oraz odśnieżania obozu. Nadzorowani byli przez brutalnych kapo. W czasie Wielkanocnym ks. Frelichowski przyczynił się do odprawienia dwóch nielegalnych Mszy św. Kapłani uczestniczyli w niej leżąc na słomianym barłogu przed poranną pobudką. Była ona wielkim umocnieniem dla uwięzionych.



W połowie kwietnia księży wywieziono do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen pod Berlinem. W obozie panowały okropne warunki. Wszystko po to, by Polaków zniszczyć, ośmieszyć, znęcać się nad nimi. W tych strasznych warunkach ks. Frelichowski pocieszał, pomagał kolegom, podnosił na duchu. Nawet słuchał spowiedzi, która w obozem była zakazana. Niewolnicza praca wyniszczała więźniów, wielu z nich chorowało. Ks. Frelichowski znalazł się pomieszczeniach szpitala bardzo wcześnie, gdyż pomagał chorym. Kiedy sam chorował często widziano go jak pomimo cierpienia służył innym.

W połowie grudnia 1940 r. ks. Frelichowskiego i innych kapłanów przewieziono do najstarszego obozu na terenie III Rzeszy znajdującego się w miejscowości Dachau w pobliżu Monachium. Był to już ostatni obóz, w którym przebywał ksiądz Frelichowski. Podobnie, jak w innych obozach ks. Frelichowski troszczył się o innych, a szczególnie troszczył się w obozie o młodzież.

Wielu wspomniało po latach, iż był on dla nich prawdziwym przyjacielem. Potrafił z wielkim zapałem opowiadać im o Bogu i religii. Ks. Frelichowski mimo zakazu, którego przekroczenie groziło śmiercią, wychodził do świeckich więźniów, aby ich umocnić duszpasterską posługą. W wielkiej tajemnicy odprawiał Msze św. w barakach, spowiadał, np. w drodze do pracy. Był przewodnikiem w wielu wspólnych modlitwach, urządzał potajemne konferencje. Gdy do obozu zaczęły napływać paczki od rodzin, dzielił się jedzeniem z tymi, którzy nie otrzymywali żadnej pomocy. Wpadał nawet na pomysł zorganizowania obozowego Caritasu, a następnie wraz z innymi kapłanami aktywnie w nim pracował służąc potrzebującym.



Ks. Frelichowski mimo surowego zakazu przedzierał się nielegalnie do chorych na tyfus. Kładł się przy umierającej osobie trzymał za rękę, pocieszał, spowiadał. Oddawał całego siebie wynędzniałym współwięźniom. Wiedział, że wojna się kończy, że ryzykuje swoje zdrowie, że już nigdy może nie spotkać swoich bliskich, jednak błaganie cierpiących o jego obecność w ich agonii było silniejsze od jego własnego życia. Wkrótce sam zachorował. Choroba ks. Frelichowskiego była bardzo krótka ale niezwykle gwałtowana. Jeszcze przed najcięższymi atakami gorączki tyfusowej zorganizował on 22 kapłanów, którzy nieśli pomoc chorym. Ks. Frelichowski zmarł w nocy z 22 na 23 lutego 1945 r. ściskając krzyżyk.
W swoim pamiętniku, jeszcze jako kleryk Stefan Wincenty zapisał słowa, które okazały się prorocze: Jestem przekonany, że trudy dotychczasowe to nic, że cierpienie prawdziwe dopiero przyjdzie. Jeżeli mistrz cierpiał, to czy sługa może nie cierpieć. Składać ofiarę Chrystusa, odprawiać Mszę św., zacząć to, to znaczy też cierpieć? Czyż mnie cierpienie ma ominąć? Nie wiem, jakie będzie. Ale wiem, że przyjdzie. A wtedy Tobie, Panie, ja składam i dla Ciebie chcę cierpieć, bym wypełnił me zadanie na ziemi.

01.09.1939 r. w na Polskę napadają Niemcy, a 17.09.1939 r., od wschodu atakują naszą ojczyznę Rosjanie. Do Torunia Niemcy wkroczyli 07.09. od razu rozpoczęto fale aresztowań. W więzieniu znalazł się również ks. Frelichowski, ale po kilku dniach został wypuszczony. Mimo ostrzeżeń, nie opuścił Torunia, bo chciał być ze swoimi ludźmi, którym przewodził jako duszpasterz.

W połowie października został jeszcze raz aresztowany, wraz z innymi księżmi z Torunia. Przetrzymywano ich w Forcie VII, gdzie Niemcy urządzili więzienie. Nad kapłanami znęcano się i fizycznie i psychicznie. Ks. Stefan Wincenty już od pierwszych dni niewoli otworzył się całkowicie na potrzeby drugiego człowieka. Zbliżał się szczególnie do najbardziej przygnębionych współwięźniów, aby dodać im otuchy i odwagi. Więźniowie nie mieli żadnych warunków higienicznych. To co im najbardziej dokuczało to ciągłe przesłuchania kończące się pobiciem oraz niepewność czekającego ich jutra. Ks. Frelichowski jak tylko umiał podnosił na duchu załamanych. Dzięki nielegalnej spowiedzi św., jakiej słuchał ks. Frelichowski wiele osób wyspowiadało się przed śmiercią.

Można powiedzieć, że to co ksiądz Frelichowski przeczuwał w seminarium, teraz stało się faktem. Rozpoczęła się jego droga krzyżowa. Na początku 1940 roku księdza Stefan, w raz z innym więźniami przetransportowaniu do obozu koncentracyjnego w Sztutowie (Stuthof). Kapłani już od pierwszych dni w obozie musieli ciężko pracować np. podczas ścinania drzewa, oczyszczania dołów kloacznych oraz odśnieżania obozu. Nadzorowani byli przez brutalnych kapo. W czasie Wielkanocnym ks. Frelichowski przyczynił się do odprawienia dwóch nielegalnych Mszy św. Kapłani uczestniczyli w niej leżąc na słomianym barłogu przed poranną pobudką. Była ona wielkim umocnieniem dla uwięzionych.



W połowie kwietnia księży wywieziono do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen pod Berlinem. W obozie panowały okropne warunki. Wszystko po to, by Polaków zniszczyć, ośmieszyć, znęcać się nad nimi. W tych strasznych warunkach ks. Frelichowski pocieszał, pomagał kolegom, podnosił na duchu. Nawet słuchał spowiedzi, która w obozem była zakazana. Niewolnicza praca wyniszczała więźniów, wielu z nich chorowało. Ks. Frelichowski znalazł się pomieszczeniach szpitala bardzo wcześnie, gdyż pomagał chorym. Kiedy sam chorował często widziano go jak pomimo cierpienia służył innym.

W połowie grudnia 1940 r. ks. Frelichowskiego i innych kapłanów przewieziono do najstarszego obozu na terenie III Rzeszy znajdującego się w miejscowości Dachau w pobliżu Monachium. Był to już ostatni obóz, w którym przebywał ksiądz Frelichowski. Podobnie, jak w innych obozach ks. Frelichowski troszczył się o innych, a szczególnie troszczył się w obozie o młodzież.

Wielu wspomniało po latach, iż był on dla nich prawdziwym przyjacielem. Potrafił z wielkim zapałem opowiadać im o Bogu i religii. Ks. Frelichowski mimo zakazu, którego przekroczenie groziło śmiercią, wychodził do świeckich więźniów, aby ich umocnić duszpasterską posługą. W wielkiej tajemnicy odprawiał Msze św. w barakach, spowiadał, np. w drodze do pracy. Był przewodnikiem w wielu wspólnych modlitwach, urządzał potajemne konferencje. Gdy do obozu zaczęły napływać paczki od rodzin, dzielił się jedzeniem z tymi, którzy nie otrzymywali żadnej pomocy. Wpadał nawet na pomysł zorganizowania obozowego Caritasu, a następnie wraz z innymi kapłanami aktywnie w nim pracował służąc potrzebującym.



Ks. Frelichowski mimo surowego zakazu przedzierał się nielegalnie do chorych na tyfus. Kładł się przy umierającej osobie trzymał za rękę, pocieszał, spowiadał. Oddawał całego siebie wynędzniałym współwięźniom. Wiedział, że wojna się kończy, że ryzykuje swoje zdrowie, że już nigdy może nie spotkać swoich bliskich, jednak błaganie cierpiących o jego obecność w ich agonii było silniejsze od jego własnego życia. Wkrótce sam zachorował. Choroba ks. Frelichowskiego była bardzo krótka ale niezwykle gwałtowana. Jeszcze przed najcięższymi atakami gorączki tyfusowej zorganizował on 22 kapłanów, którzy nieśli pomoc chorym. Ks. Frelichowski zmarł w nocy z 22 na 23 lutego 1945 r. ściskając krzyżyk.


Liturgia na dziś »
Zobacz »


© 2016 Wykonanie Marcin Koźliński / Toruń / SYSPiR CMS
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies.
Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies